Dwunaste: nie myśl, że uciekniesz (2019), wyd. Czarne

Trzynaste: sprawdź czy doczytasz do końca – recenzja książki Filipa Springera pt. „Dwunaste: nie myśl, że uciekniesz”

Disclaimer

Wiem, że jestem trochę spóźniona na tę recenzencką imprezę. Książka Filipa Springera ukazała się już w sierpniu 2019 roku, ale dopiero niedawno miałam szansę zmierzyć się z tą lekturą. Tak się składa, że wydawnictwo Czarne skontaktowało się ze mną i zaprosiło do przedpremierowego zrecenzowania “Dwunastego”, jednak nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, wiadomość wylądowała w mailowym spamie i natrafiłam na nią kiedy było już po przysłowiowych ptakach (tudzież zawodach). Książki o Danii kupuję zazwyczaj z zamkniętymi oczami i są one dla mnie tzw. literaturą branżową, zatem cieszę się, że propozycja Filipa Springera ostatecznie trafiła również w moje ręce.

Dwunaste: nie myśl, że uciekniesz (2019), wyd. Czarne
Dwunaste: nie myśl, że uciekniesz (2019), wyd. Czarne

Prawo Jante z miasteczka Jante

Filip Springer postawił sobie za cel wzięcie pod lupę prawa Jante, które dzięki książce Duńczyka Aksela Sandemose pt. „Uciekinier przecina swój ślad” (1933) na stałe zakorzeniło się w tradycji krajów skandynawskich. Początkowo zbiór praw z literackiego miasteczka Jante, składał się z dziesięciu „przykazań”:

  1. Nie sądź, że jesteś kimś wyjątkowym.
  2. Nie sądź, że nam dorównujesz.
  3. Nie sądź, że jesteś mądrzejszy od nas.
  4. Nie sądź, że jesteś lepszy od nas.
  5. Nie sądź, że wiesz więcej niż my.
  6. Nie sądź, że jesteś czymś więcej niż my.
  7. Nie sądź, że jesteś w czymś dobry.
  8. Nie masz prawa śmiać się z nas.
  9. Nie sądź, że komukolwiek będzie na tobie zależało.
  10. Nie sądź, że możesz nas czegoś nauczyć.

Później listę zasilił podpunkt jedenasty w postaci pytania:

  1. Myślisz, że nic o Tobie nie wiemy?

Wizerunkowa skaza

Ów zbiór zakazów nad wyraz trafnie definiował małomiasteczkowość i zaściankowość skandynawskich mieścin oraz ich mieszkańców. Nic dziwnego, że powieść Sandemose przysporzyła mu w rodzimej Danii wielu wrogów i pisarz ostatecznie wyemigrował do Norwegii. Mimo to stygmat jakim Sandemose naznaczył mentalność swoich ziomków, okazał się skazą na wizerunku postępowych Duńczyków. Współczesna wersja prawa Jante to parafrazy poszczególnych punktów, przy czym mają one pozytywny i egalitarny wydźwięk. Mimo to wytrawny obserwator od razu dopatrzy się w nich nieudolnie nałożonego pudru, mającego na celu przykrycie niewygodnej dla narodowego image’u diagnozy.

Springer rusza do Danii w poszukiwaniu obecności dekalogu Jante. Zahacza o Kopenhagę, jednak w największym stopniu skupia się na duńskiej prowincji. Dociera także do Nykøbing Mors, czyli pierwowzoru literackiego Jante, położonego na wyspie Mors w północnozachodniej Jutlandii. Narracja bardzo szybko uświadamia uważnego czytelnika, że Jante to nie miejsce, lecz ludzie, którzy sami określili opresyjne reguły i wprowadzili je w życie. Już sam tytuł – dwunasty podpunkt stworzony przez pisarza, stawia klarowną tezę: od ram wytyczonych przez Jante nie da się uciec, więc i Ty czytelniku, nie myśl że uda Ci się ta sztuka.

Współczesne centrum Nykøbing Mors (fot. Google Street View)
Współczesne centrum Nykøbing Mors (fot. Google Street View)

Metodologia i praca w terenie

Filip Springer bardzo zaimponował mi chęcią nauczenia się duńskiego, aczkolwiek z pokorą opisuje on swoje próby komunikacji w języku Andersena jako nieudolne i momentami karykaturalne. Tak czy inaczej należy mu się szacunek za podjęcie wysiłków. Imponujące okazało się również mini śledztwo autora, jakiego podjął się w odniesieniu do współczesnych publicystów, którzy do tej pory pisali o Danii i Duńczykach przez pryzmat literackiego Jante. Okazało się, że nikt (!) z wymienionych autorów nie zmierzył się z tekstem źródłowym autorstwa Sandemose, co wprawiło mnie w realne zdumienie. Oznacza to, że wielu znamienitych twórców i komentatorów opierało swoje słowa na kliszach i mitach, nie zadając sobie nawet trudu odnalezienia korzeni tego fenomenu u źródła.

Pisarstwo Springera opiera się w dużej mierze na rozmowach z tzw. „lokalsami”, przywoływaniem anegdot i opowiastek oraz nadawaniu im odpowiedniego kontekstu. Przyznam, że czasem ciężko było mi jednoznacznie odróżnić fikcję od rzeczywistych postaci i ich wypowiedzi. Sama tematyka jest interesująca i z pewnością na polskim rynku pionierska, jednak mam zastrzeżenia odnośnie do formy na jaką zdecydował się autor. Książka podzielona jest na cztery autonomiczne sekcje, które przeplatają się, zmieniając dynamikę i wpływają tempo czytania. Ktoś może uznać takie podejście za oryginalne, nowatorskie, twórcze. Ja niestety nie odnalazłam się w zamyśle autora. Springer przeczołgał mnie przez pierwsze kilka rozdziałów, po czym zdecydowałam się na zmianę strategii i podjęłam decyzję o czytaniu książki poszczególnymi segmentami, gdyż drastyczne zmiany tempa i wątków wzbudzały we mnie czytelniczą frustrację. Równie ciężko jednoznacznie określić gatunek książki, jest to bowiem reportaż przeplatany nieco poetycką fikcją, a także merytorycznymi wstawkami z zakresu mostów, ich architektury i budownictwa (a nawet numizmatyki!).

Mosty budowane i zrywane

Przyznam, że rozdział o mostach zakiełkował we mnie obserwacją pewnego duńskiego paradoksu. Z jednej strony mamy aktywną politykę państwa w zakresie budowy mostów, kładek i tuneli oraz coraz lepszego skomunikowania kraju w dużej mierze wyspiarskiego jakim jest Dania. Z drugiej – widzimy dysonans w postaci obsesyjnej chęci izolacji i zachowania świętego spokoju, jakie charakteryzują mieszkańców duńskiej prowincji. Ci którzy łakną kontaktu z innymi ludźmi i wielkomiejskiego zgiełku wyprowadzają się do Kopenhagi lub wyjeżdżają za granicę do Nowych Jorków i Londynów. Cała reszta znakomicie odnajduje się w swoich odpowiednikach Nykøbing Mors, gdzie może dożywotnio prowadzić grę w Jante, nawet w jego przypudrowanym pozytywnym wydaniu.

Na kolejnych stronach lektury, czytelnik natrafi na klimatyczne zdjęcia duńskich zakamarków, kryjących w sobie ducha Jante. Bezludne uliczki, puste chodniki, okna bez firanek, czyli „nie myśl, że (stąd) uciekniesz” w kolorze. Na uwagę zasługuje również minimalistyczna okładka wykonana przez kolektyw twórczy „Fajne Chłopaki” – jak widać nie tylko fajne, ale także zdolne! Natomiast niezbyt udanym pomysłem graficznym są strony wypunktowujące prawo Jante w różnych konfiguracjach graficznych. Zrozumiałam intencje, jednak zabieg okazał się według mnie przekombinowany i postrzegam go jako zwyczajne marnotrawstwo przestrzeni i papieru.

Duńskie banknoty przedstawiające krajowe mosty.
Duńskie banknoty przedstawiające krajowe mosty.

Epilog

W „Dwunastym…” Springer często powołuje się na książkę „Skandynawski raj. O ludziach prawie idealnych” autorstwa Michaela Bootha. Cenię sobie tę pozycję, choć momentami należy traktować ją jako nordyckiego Montypythona. Booth to Brytyjczyk mieszkający na stałe w Danii, gdzie wraz z żoną Dunką wychowuje dwójkę dzieci. Jego obserwacje na temat nowej ojczyzny są ciekawe i trafne, czasem ironiczne, a czasem jest to śmiech przez łzy. Chociaż „Raj” bardzo różni się od „Dwunastego”, warto potraktować go jako lekturę uzupełniającą dla książki Springera.

Czy warto poświęcić pięć godzin na starcie z tym, co serwuje nam Filip Springer? To zależy… Z pewnością nie jest to książka łatwa – słabo nadaje się na wakacyjne czytadło, bowiem wymaga skupienia i głębszej refleksji. Nie jest to też moim zdaniem książka dla każdego, ze względu na wysoką momentami kontekstowość. Mimo to dla wszystkich entuzjastów i koneserów Skandynawii jest to pozycja obowiązkowa.

Tył okładki książki z opisem wydawcy i informacjami o autorze.
Tył okładki książki z opisem wydawcy i informacjami o autorze.

Filip Springer; „Dwunaste: nie myśl, że uciekniesz”, 2019 wyd. Czarne, 264 str. ISBN:
9788380498914

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *