Rita

W 2020 roku na Netflixie pojawił się piąty (i najpewniej ostatni) sezon serialu “Rita” o niesfornej nauczycielce. Chociaż najnowsza odsłona zebrała mieszane recenzje, a samemu serialowi daleko do miana arcydzieła, warto sięgnąć po tę duńską produkcję. Dlaczego? Chociażby dlatego, że trafnie pokazuje ona Duńczyków, duńskie relacje społeczne, a także wyjaśnia dlaczego Dania wygląda tak jak wygląda.

Serial skupia się na perypetiach Rity Madsen (w tej roli niezastąpiona Mille Dinesen) – nauczycielki w szkole podstawowej gdzieś na przedmieściach Kopenhagi. Życie prywatne Rity to chaos i chociaż główna bohaterka jest rozwódką, a także samotną matką trójki nastolatków, Rita stara się korzystać z życia i czerpać z niego pełnymi garściami. Imprezuje, wdaje się w przelotne romanse, pali jak komin i ma dość bezkompromisowe podejście do świata i ludzi. Mimo to, kiedy sytuacja tego wymaga, potrafi wyznaczyć granice sobie i dzieciom, a kiedy trzeba komuś pomóc, Rita nie waha się sięgnąć po niekonwencjonalne metody, jednocześnie nie przebierając w środkach.

Fot. Netflix.com

Serial opiera się na dobrze skonstruowanym scenariuszu, a postacie – zarówno tytułowa Rita, jak i bohaterowie drugoplanowi napisani są świetnie. Widzowie poznają również osoby z zawodowego środowiska głównej bohaterki – pedantycznego belfra Rasmusa, pocieszną nauczycielkę Hjørdis i sztywną dyrektorkę szkoły – Helle. Co ciekawe, akcja dzieje się w zaledwie kilku lokacjach – w szkole, domu Rity i tylko od czasu do czasu, widz ma okazję przenieść się na kilka scen do kopenhaskiej bodegi lub na rodzinną imprezę w restauracji. Siła scenariusza tkwi jednak nie w cieszących oko wnętrzach i zapierających dech w piersiach krajobrazach, ale przede wszystkim w dialogach, dynamicznych relacjach między bohaterami, problemach, którym trzeba stawić czoła, a czasami także w moralnych wyborach bohaterów.

Duńczycy pod lupą

W kwestii tych ostatnich, myślę że polski widz nie zawsze jest w stanie zrozumieć, bądź utożsamić się z duńskimi protagonistami. Niemniej jednak ten zgrzyt moralny ma określone podłoże kulturowe, które dla wielu Polaków jest terenem nowym i obcym. Widzę w tym swoistą wartość tego serialu, gdyż trafnie opisuje Duńczyków i duński paradygmat. Polski widz może przekonać się o tym, że Duńczycy mają luźniejsze relacje rodzinne i zarówno w przyjaźniach jak i związkach dają sobie dużo swobody. Miłość i seks oddzielone są od siebie grubą kreską, a niezobowiązujące współżycie nie jest bynajmniej stygmatyzujące. Nieplanowana ciąża nie jest końcem świata, a aborcja okazuje się być po prostu jedną ze ścieżek wyboru. Religia nie pełni nadrzędnej roli w duńskim społeczeństwie, co umniejsza znaczenie moralności ograniczającej.

Szkolny team – Helle, Hjørdis i Rita w pokoju nauczycielskim. Fot. Netflix.com

Osobiście najbardziej zaciekawił mnie wątek pedagogiczny serialu, a konkretnie tematyka związana ze szkołą i wychowaniem dzieci. Jako że sama nie chodziłam do duńskiej szkoły publicznej i moje jedyne skandynawskie doświadczenia edukacyjne związane są z duńskim szkolnictwem wyższym (nie wliczając w to højskole), z zaciekawieniem śledziłam wychowawcze perypetie kadry pedagogicznej i szkolnej dziatwy. Wyłania się z nich unikalny obraz wychowania autorytatywnego, który stoi w opozycji do wychowania autorytarnego, wciąż obecnego w wielu polskich szkołach. Można odnieść wrażenie, że relacja na linii nauczyciel – uczeń jest oparta na wzajemnym szacunku i zaufaniu, nie naruszając przy tym hierarchii mistrz – uczeń. Widzimy jak dużo przestrzeni daje się duńskim dzieciom, lecz w przypadku naruszenia równowagi, belfer potrafi sprawnie zaprowadzić w grupie porządek. Uczniowie w szkole Rity mają prawo do popełniania błędów oraz wyrażania obaw, lęku, płaczu, itp. Natomiast nauczyciel pomagając im wyjść z kryzysu, nie ogranicza ich na poziomie emocjonalnym, a tłumienie negatywnych emocji odbywa się poprzez racjonalizację i szukanie kompromisowych rozwiązań.

Gra do jednej bramki

Doceniłam również sposób w jaki scenarzyści starali się ukazać ludzką stronę nauczycieli. W końcu nikt przecież nie jest idealny i nawet autorytetom zdarza się popełniać błędy. Co ważniejsze, bohaterowie pomimo początkowego zacietrzewienia i krótkowzroczności, ostatecznie nie boją się do ewentualnych  błędów przyznać, przeprosić za nie i zmierzyć się z konsekwencjami. Innym ważnym elementem relacji jest współpraca zespołowa, która leży w duńskiej naturze. Działania zbiorowe, zarówno w szkole jak i poza nią, są powszechne i uważam, że w znacznym stopniu stoją za sukcesem współczesnego społeczeństwa duńskiego. Współdziałanie jest umiejętnością, której Duńczycy uczą się już na etapie edukacji wczesnoszkolnej, a nabyte umiejętności wykorzystują zarówno w życiu akademickim jak i zawodowym. Uczestnicząc w grupowych projektach na kopenhaskiej uczelni, byłam pod wrażeniem sprawnego podziału zadań w zespole, wzajemnego wsparcia na poziomie ich realizacji, a także sztuki prowadzenia sporów, a następnie osiągania kompromisów lub konsensusów. Nie oznacza to, że Duńczycy nie są indywidualistami. Tytułowa Rita jest wręcz chodzącym indywiduum i nie ma co do tego cienia wątpliwości. Mimo to, kiedy trzeba, Duńczyk staje się częścią grupy, której zawiązanie wiąże się z osiągnięciem jakiegoś wyższego celu, co staje się priorytetem.

Rita z jedną ze swoich uczennic w odcinku o świadomym macierzyństwie. Fot. Netflix.com

„Rita” to również wiarygodny obraz demitologizujący skandynawski dobrobyt. Bohaterowie zaliczają się do duńskiej klasy średniej i bynajmniej nie epatują bogactwem. Wnętrza, które możemy oglądać w serialu są stosunkowo zwyczajne i nie mają wiele wspólnego z minimalizmem, wymyślnym wzornictwem czy luksusem. Niektórzy bohaterowie mieszkają eklektycznie, inni swojsko, a jeszcze inni wręcz skromnie. Wierzę, że wielu Polaków obcowanie z takim obrazem duńskich czterech ścian, wyleczy z kompleksów i złudzeń. Żywe są natomiast drobne elementy duńskości, takie jak zamiłowanie do flagi narodowej, gier planszowych czy przydługich toastów, pokazane w sposób incydentalny i niewymuszony, a przez to wiarygodny.

Ciemna strona raju

Poza tym serial zręcznie obnaża również ciemne strony Danii. Okazuje się, że w kraju na pozór egalitarnym w szkole istnieją różne kliki, a niektóre dzieci czują się wręcz dyskryminowane. Poprzez na pozór niewinne sytuacje ze szkolnego podwórka, twórcy stawiają poważne pytanie na temat tego, na ile szkoła może ingerować w wychowanie dziecka, a także gdzie kończy się władza rodzicielska, a wkracza państwo opiekuńcze. Obawiam się, że ta kwestia może być dla polskiego widza szczególnie kontrowersyjna i drażliwa. Równie ciekawie prezentuje się wątek homoseksualizmu. Pomimo tego, że Dania jest krajem liberalnym w kwestii praw środowisk LGBTQ+, okazuje się, że odkrywanie własnej tożsamości płciowej jest dla Duńczyków również tematem trudnym. Kiedy najmłodszy syn Rity dochodzi do tego, że jest gejem, targają nim rozterki natury moralnej oraz obawy związane z tym, jak otoczenie odbierze jego orientację seksualną.

Rita z najmłodszym synem – Jeppe. Fot. Netflix.com

Dwa ostatnie sezony to z kolei rozprawianie się z duńską prowincją. Rita ze względu na sprawy osobiste, przenosi się do rodzinnej miejscowości, która w porównaniu z kosmopolityczną Kopenhagą, wydaje się być inną galaktyką. Na wsi homoseksualizm to temat tabu, a plotki i ogólna wścibskość odbijają się bohaterom czkawką. Widz zostaje skonfrontowany z duńskim prowincjonalnym konserwatyzmem, który kładzie się cieniem na zliberalizowanym image’u Danii w świecie.

Hjørdis i Rita w trakcie codziennej wymiany zdań. Fot. Netflix.com

Na koniec polecam „Ritę” szczególnie osobom uczącym się języka duńskiego, bo serial naszpikowany jest zwrotami żywego języka, a dobrze napisane dialogi uprzyjemniają oglądanie. Na dodatek można osłuchać się z kopenhaskim rigsdansk, a także porównać „dziecięcy” duński z „dorosłym”. Reasumując, „Rita” to ciepły, pouczający serial, a pokazane w nim duńskie realia społeczne są autentyczne i wiarygodne. Zatem jeżeli zastanawialiście się nad tym czy poświęcić kilkanaście godzin swojego życia na tę duńską produkcję, to podgrzewajcie popcorn i odpalajcie Netflixa, bo zapewniam Was, że warto.

One thought on “Rita

  1. Binge watched Rita. Dla mnie bomba, szczególnie pierwsze sezony.
    Odrazu widać przepaść kulturowa i mentalnosciowa DK vs PL. Wystarczy przyłożyć jakiś jeden z naszych seriali aby zobaczyć ten rozjazd.
    Ciekawy tekst i fajny blog🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *