Hygge, czyli mit grubego koca i płonących świec

Odkąd na światowym rynku wydawniczym zadebiutowała książka Meika Wikinga pt. „Hygge”, świat zachłysnął się tym duńskim trendem. Nieprzetłumaczalny rzeczownik, który szumnie określono „filozofią życia”, wkradł się do ogólnej świadomości. Na fali sukcesu „Hygge” przeróżne wydawnictwa błyskawicznie zainwestowały w całą serię tytułów o podobnych charakterze.

Półki w księgarskich działach lajfstajlowych błyskawicznie zapełniły hyggopodobne pozycje, włączając w to japoński „Ikigai”, szwedzki „Lagom”, a nawet nasze rodzime „Jakoś to będzie”. Tymczasem ludzie na całym świecie zaczęli wdrażać w życie duńską filozofię szczęścia w nadziei, że opatulenie się grubym kocem i zapalenie tuzina świec, choć na chwilę zapewni im spokój i poczucie bezpieczeństwa.

Mit hygge

Brytyjczyk Michael Booth, od lat mieszkający w Danii, w swojej książce pt. „Skandynawski raj, czyli o ludziach prawie idealnych”, w zdecydowany sposób rozprawił się z mitem hygge. Bezceremonialnie wylał wiadro pomyj na coś, czym zachwyca się cały świat. Booth wyjaśnia, że z jego doświadczenia, cała ta oprawa złożona ze świeczek i innych gadżetów to tylko fasada. Jego zdaniem hygge nie ma nic wspólnego ze spontanicznością, a cały rytuał opiera się na niepisanych zasadach, których kurczowo trzymają się wszyscy uczestnicy.

Hygge nie lubi trudnych rozmów

Anglik zauważa, że hygge to apoteoza konformizmu, gdyż wyklucza poruszanie trudnych tematów. Mile widziane jest rozprawianie o obejrzanych niedawno filmach, planach wakacyjnych tudzież wyrażenie poglądu odnośnie do dopiero co wypitej butelki wina. Towarzyskim samobójstwem w czasie wspólnego hygge jest natomiast poruszenie tak drażliwych kwestii, jak np. uchodźcy w Danii, polityka Dansk Folkeparti lub kryzysu na rynku pracy. Booth konstatuje, że idealna sytuacja hygge, to taka, w której każdy z rozmówców kurczowo trzyma się za twarz, żeby nie wyskoczyć z jakąś bombą, mogącą rozsadzić ową sielankę.

Jak hygge widzą obcokrajowcy?

Na temat hygge rozmawiałam parę lat temu z psycholożką kultury – dr Anną Louise Rasmussen, która wówczas badała fenomen hygge, pod kątem tego, jak postrzegają go cudzoziemcy. Z jej obserwacji wynikało, że cudzoziemcy rozumieją hygge bardzo powierzchownie, skupiając się głównie na warstwie wizualnej. Tymczasem kiedy już wszystkie wizualne elementy zostają zrealizowane, obcokrajowcy nie za bardzo wiedzą jak się zachować, żeby było prawdziwie hyggeligt. Dr Rasmussen uważa również, że hygge jest dla Duńczyków rodzajem ucieczki. Jej zdaniem społeczeństwo duńskie jest pełne stłumionych napięć, spowodowanych dynamicznymi zmianami społecznymi. Przede wszystkim w posadach chwieje się dawna chluba Duńczyków – egalitaryzm. Konsekwencją zmian w strukturze narodowo–rasowej społeczeństwa jest również powiększające się rozwarstwienie w sferze materialnej, a taki stan rzeczy jest dla Duńczyków sytuacją stosunkowo nową.

Czym jest hygge dla Duńczyka?

Zdaniem Anny Louise Rasmussen, bardzo trafną diagnozą duńskiego społeczeństwa jest film „Festen” Thomasa Vinterberga z 1998 roku, w którym impreza jubileuszowa głowy rodziny, jest przyczynkiem to rozliczenia z błędami przeszłości. Owo filmowe połączenie bogactwa i brudu, piękna i podłości, jest idealnym obrazem sprzeczności, jakimi targane jest współczesne społeczeństwo. Tymczasem duńskie normy kulturowe nakazują wstrzemięźliwość w wyrażaniu niewygodnych i kontrowersyjnych poglądów. Rasmussen dodaje, że Duńczycy odnosząc społeczne sukcesy, niejako stali się niewolnikami swoich osiągnięć. Aktualnie są oni zmuszeni dbać o dobry PR, bo wysokie miejsca w wielu światowych rankingach zobowiązują. Przecież najszczęśliwszym ludziom świata, nie wypada narzekać na cokolwiek. Najbardziej innowacyjnemu krajowi nie przystoi przyznawać się, że nie radzi sobie w pewnych kwestiach. Hygge jest natomiast idealną ucieczką od trudnych spraw, do świata banału i świętego spokoju.

Hygge po polsku

Filozofia hygge okazała się nie tylko kolejnym duńskim towarem eksportowym, ale również maszynką do zarabiania pieniędzy. „Hygge” stało się marką, pod szyldem której różnorakie filmy zaczęły sprzedawać świece, lampy, pościele, meble, odzież czy zegarki. Na całym świecie powstało mnóstwo kawiarni z „hygge” w nazwie, obiecujących gościom tymczasową teleportację w świat duńskiego ciepełka. Popularność trendu najwyraźniej wyraża ogólnoświatową potrzebę eskapizmu od trudów codzienności. Jednak czy hygge jest rzeczywiście wykonalne w każdej szerokości geograficznej? Czy trzeba urodzić się w Danii, by umieć naturalnie odnaleźć się w tej życiowej filozofii? Skandynawom może po prostu łatwiej osiągnąć spokój, żyjąc w cieniu państwa opiekuńczego, które w razie niedoli, weźmie pod skrzydła swoich obywateli, a świece i koc są do tego tylko dodatkiem. Poza tym czy na naszym rodzimym polskim podwórku, hygge nie wydaje się być abstrakcją? Z naszą ułańską fantazją i konfrontacyjną naturą, chyba bliżej nam jednak do „jakoś to będzie”.

2 thoughts on “Hygge, czyli mit grubego koca i płonących świec

  1. Bardzo dobry i trafny artykuł, który przeczytałam z najwyższym wysiłkiem woli, bo należę do tej grupy starych wron, co to prawie nie widzą jasnoszarej czcionki na białoburym tle. Jeśli zamiarem blogu jest zastrzeżenie treści blogu tylko dla młodych orłów, to misja została spełniona 😉

  2. “cały rytuał opiera się na niepisanych zasadach, których kurczowo trzymają się wszyscy uczestnicy”, a zostało to jedynie napisane, że chodzi o “rytuał” politycznej poprawności (lub może po prostu braku chamskich czy hejtspeechowych tekstów, nie wiem dokładnie jaki zakres, ale o tym dalej/ poniżej)…

    …co oznaczają te “niewygodne i kontrowersyjne poglądy”? Bo z tekstu jako “trudne rozmowy” wyłapałem jedynie kwestie rasowe, uchodźcy i nacjonalistyczna partia- o których lepiej nie mówić i nie przedstawiono w tym tekście powodów, żeby się temu nie dziwić (ale być może autor miał coś innego na myśli niż mi się wydaje).

    “Skandynawom może po prostu łatwiej osiągnąć spokój, żyjąc w cieniu państwa opiekuńczego, które w razie niedoli, weźmie pod skrzydła swoich obywateli”
    -no a jaka jest rola państwa jeśli nie zapewnienie bezpieczeństwa, przyzwoitego standardu życia (lub takiej możliwości) i pokoju?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *