Christiansø – wschodnie rubieże królestwa

Zapewne większość Polaków bez problemu wskaże na mapie Bornholm. Ta duńska wyspa na Bałtyku jest w naszym bezpośrednim sąsiedztwie, a na południe od Bornholmu przebiega polsko – duńska granica morska. Bornholm bez problemu można zatem wypatrzyć na większości map fizycznych i administracyjnych Rzeczypospolitej. Nieco odmiennie przedstawia się sytuacja z niewielkim archipelagiem Ertholmene, znajdującym się ok. 18 km na północny wschód od Bornholmu. Nawet wytrawni podróżnicy i entuzjaści wyspiarskich społeczności często nie mają pojęcia o jego istnieniu. Jeszcze do niedawna zaliczał się do nich Łukasz Łach – założyciel Klubu Miłośników Wysp Owczych oraz biura Wyspy Odległe.

– Będąc na rodzinnych wakacjach na Bornholmie trzy lata temu, zawitałem do miejscowości Gudhjem, znajdującej się na północy wyspy. W miejscowym porcie dowiedziałem się o rejsach wycieczkowych na pobliski archipelag – Christiansø, o którym usłyszałem po raz pierwszy. Temat natychmiast mnie zainteresował i z miejsca zacząłem analizować mapę oraz historię tego miejsca. Byłem w szoku, że wysepki są zamieszkane i stanowią atrakcję turystyczną – mówi Łukasz z uśmiechem przywołując wspomnienia.

Ertholmene (do XX w. obowiązywał zapis Ærtholmene), czyli w tłumaczeniu na język polski “wyspy groszkowe”, są najbardziej na wschód wysuniętym regionem Królestwa Danii. Dwie zamieszkałe wysepki – Christiansø (22 ha) i nieco mniejsza Frederiksø (4 ha) spina metalowy most o długości 30 metrów. Pozostałe wysepki, w tym otaczające je szkiery są jedynie domem dla licznych ptasich kolonii. Większość zabudowań znajduje się na Christiansø i to właśnie nazwa tej największej wyspy jest często kolokwialnie używana do określania całego groszkowego archipelagu.

Historia

Ślady pierwszej ludzkiej aktywności na wyspach datuje się już na XI w. Ze względu na strategiczne położenie i dogodne warunki portowe, wysepki zainteresowały wendyjskich piratów. Odludne położenie zapewniało im schronienie i spokój, potrzebny do podziału ewentualnych łupów. W 1080 roku król Knut (Kanut) Wielki, chcąc ukrócić pirackie rządy w tej części Bałtyku, wysłał na archipelag swojego przedstawiciela – wikinga Egila. Niestety po dotarciu na miejsce, Egil sam padł ofiarą pirackich instynktów. Obrabował miejscowe statki, zaś ich załogi spalił żywcem. Ten niecny występek nadał Egilowi przydomek “krwawy”.

W XVI w. Ertholmene ponownie służyły jako baza dla piratów z krajów hanzeatyckich, co nie podobało się królowej Małgorzacie I. Wykazywała ona chęć wybudowania fortecy na Christansø, jednak nie zrealizowała tego zamiaru. W czasach względnego spokoju, wysepki były wykorzystywane przez bornholmskich rybaków jako bezpieczna przystań w czasie sztormowej pogody. Na dodatek wody wokół Ertholmene obfitowały w ławice, zatem okolica była chętnie eksploatowana pod kątem rybołówstwa.

XVII wiek to wzrost potęgi militarnej Szwecji, co dało się we znaki nie tylko Polakom. W 1658 roku Dania poniosła dotkliwe straty terytorialne, tracąc na rzecz Szwedów Skanię, Halland, Blekinge oraz Bornholm wraz z Ertholmene. Na Bornholmie wybuchło powstanie, które zakończyło się powodzeniem i za jego sprawą zarówno Bornholm jak i Ertholmene wróciły do duńskiej macierzy. Mimo to bezpieczeństwo terytorialne Danii wciąż było poważnie zagrożone, w skutek czego latem 1684 r. na Christiansø rozpoczęto budowę twierdzy. Inicjatorem projektu był król Christian V Oldenburg, na cześć którego nazwano największą wyspę archipelagu.

Najwcześniej ukończonym elementem był skład broni – Gyldenløves Batteri – pierwszy z czterech skupisk dział. Pierwszy etap prac fortyfikacyjnych zakończono w 1708 r. Roboty przerwano ze względu na duży europejski konflikt, jakim była Wielka Wojna Północna (1700 – 1721), w której Dania uczestniczyła w latach 1709 – 1720. W tym czasie twierdza na Christiansø sprawdziła się znakomicie jako baza duńskiej floty, a królewskie jednostki miały stąd oko na szwedzką twierdzę morską w Karlskronie. Na dodatek port na wyspie rzadko zamarzał, dzięki czemu duńskie okręty i krążowniki mogły zimować na Christiansø.

Po zakończeniu Wojny Północnej Dania weszła w okres względnego pokoju, co wyeliminowało potrzebę funkcjonowania fortecy. Zabudowania militarne na Ertholmene popadły nieco w zapomnienie i archipelag stał się centrum aktywności rybackiej. Dotychczasowa społeczność wojskowa przekształciła się w społeczność rybacką, co zupełnie zmieniło dynamikę archipelagu. W tym okresie twierdza stała się również miejscem zsyłki dla ciężkich przestępców z dożywotnimi wyrokami. Skazańcy w pracowali w miejscowym kamieniołomie przy wydobyciu granitu. Budynek ówczesnego więzienia można zwiedzać na Frederiksø.

W czasie tzw. „wojen angielskich” trwających w latach 1801 – 1814, archipelag o włos nie został zajęty przez Anglików, co miało miejsce Nieudana ofensywa angielska została odparta przez mieszkańców wyspy 24 października 1808 roku. Natomiast rok 1810 przypadł szczyt populacji archipelagu, który w tamtym czasie był domem dla 829 osób. Przechadzając się po wyspie współcześnie, aż trudno wyobrazić sobie tak liczną społeczność na tak niewielkim areale.

Na początku XX w. wyspę odkryli artyści i podobnie jak w jutlandzkim Skagen, tu również pojawiła się kolonia utalentowanych adeptów sztuk wizualnych. Malarze zainspirowani morzem oraz surowością skalistego krajobrazu wysp, czerpali inspiracje ze zmieniającego się światła i warunków atmosferycznych. Aktualnie prace malarzy z Christiansø można podziwiać w Muzeum Sztuki na Bornholmie oraz w Galerii Narodowej w Kopenhadze.

Współczesność

Według spisu powszechnego, w 2020 r. na Christiansø i Frederiksø mieszkały łącznie 84 osoby. Wyspy mają połączenie morskie z Bornholmem. Latem między Gudhjem a Christiansø kursuje niewielki prom linii Christiansøfarten, zaś zimą (z racji znikomej ilości pasażerów) jego rolę przejmuje łódź pocztowa „Peter”. Ceny biletów w obie strony: 200 dkk za osobę dorosłą i 110 dkk za dzieci powyżej 5 roku życia, młodsze dzieci – bezpłatnie. Czas rejsu wynosi ok. 1 godz. 15 min. i przy wysokiej fali przeprawa może nie należeć do przyjemnych.

Co ciekawe archipelag nigdy nie wchodził w skład żadnej gminy, a pełnię władzy administracyjnej sprawuje nad nim Ministerstwo Obrony Narodowej. Oznacza to, że mieszkańcy jako jedyni w całym Królestwie Danii nie biorą udziału w wyborach samorządowych. Mogą natomiast głosować w wyborach do Folketingu, Europarlamentu oraz referendach narodowych. Minister Obrony wyznacza co jakiś czas naczelnika wyspy (gubernatora), który zarządza sprawami lokalnymi. Funkcję ciała doradczego pełni rada mieszkańców, złożona z pięciu członków. W latach 2013 – 2017 doszło nawet do konfliktu między Wyspiarzami a ówczesnym zarządcą. Na znak protestu cztery rodziny wyprowadziły się z wyspy. Mediację prowadzono na szczeblu ministerialnym i ostatecznie na stanowisko powołano nowego gubernatora.

Na archipelagu działa posterunek policji i urząd celny, jest niewielki hotel z siedmioma pokojami, restauracja, bar z tarasem widokowym, warsztat ceramiczny i galeria Palivaren, a także skromne muzeum dokumentujące historię archipelagu i jego mieszkańców. Ponadto na wyspie znajduje się poczta, biblioteka, kościół, mini elektrownia, a nawet gabinet stomatologiczno – lekarski. Przez cały rok działa też niewielki sklepik – købmandshandel z podstawowymi produktami spożywczymi i garstką niezbyt wyszukanych pamiątek (można płacić kartą). W północno wschodniej części wyspy wydzielono niewielkie pole namiotowe, czynne w sezonie letnim. Na tablicy informacyjnej zadziwiło mnie ogłoszenie dotyczące tajskich masaży. Tajka o imieniu Nan oferowała cztery zabiegi do wyboru. Aż trudno uwierzyć, że tę uśmiechniętą damę ze zdjęcia, przywiało na te skaliste wysepki z południowo-wschodniej Azji!

W północnej części Christiansø znajduje się szkoła podstawowa, w której do klas 0 – 7 uczęszczało w roku szkolnym 2020/2021 siedemnaścioro uczniów. Przechodząc obok placówki, minęliśmy czwórkę młodszych dzieci, które wracały do domu na przerwę obiadową. Patrząc na miejscową dziatwę zaczęłam zastanawiać się jak to jest spędzić dzieciństwo w takim miejscu. Czy jest to synonim literackiego Bullerbyn czy wręcz przeciwnie – bezpieczna oaza, stająca się następniegeneratorem lęków w dorosłym życiu.

Nieopodal budynku szkoły, jeszcze dalej na północ, znajduje się niewielkie boisko. Murawa rozciąga się w sąsiedztwie kamiennych murów, które skutecznie chronią przed utratą piłki w odmętach Bałtyku. Mury obronne stanowią obok fortecy główną atrakcję archipelagu i mają niekwestionowaną wartość historyczną. Liczne znaki informacyjne proszą odwiedzających o niewspinanie się na mury i niechodzenie po nich. Spacer wzdłuż fortyfikacji jest natomiast dozwolony, choć usatysfakcjonuje tylko bardziej zachowawczych turystów. Oprócz tego wyspa spowita jest siecią ścieżek, po których można poruszać się swobodnie bez mapy. Bardzo poważnie traktuje się tu kwestię sortowania odpadów, co widać na przykładzie dużej liczby śmietników i kontenerów na odpady. Nie brakuje również publicznych ustępów, co turystom daje duże poczucie komfortu.

Turystyka

Czasy rybackiego prosperity to na Christiansø przeszłość, a ostatni rybak, zajmujący się komercyjnymi połowami, opuścił wyspę w 2013 roku na rzecz bornholmskiego Svaneke. Aktualnie główne źródło dochodu Wyspiarzy stanowi turystyka. Według różnych danych naarchipelag rocznie przyjeżdża od 45 000 do nawet 80 000 (!) gości, co oznacza konkretny zastrzyk środków do lokalnego budżetu. Infrastruktura turystyczna dla tak małego miejsca jest imponująca, jednak zimą wszechobecne pustki prezentują się dość przygnębiająco. Na dodatek sezon 2020 nie należał do udanych, ze względu na koronawirusa, który sparaliżował światową branżę turystyczną. Covid-19 nie ominął nawet „wysp groszkowych” i obowiązek zasłaniania twarzy w zamkniętych pomieszczeniach obowiązuje tam tak samo jak w innych częściach Danii.

Na wyspie nie ma samochodów. Nie dostrzegłam również żadnych rowerów, skuterów, motorów ani quadów. Jedynym pojazdem zmechanizowanym była niewielka koparka, czynnie działająca przy wyrównywaniu ścieżek. Na Christiansø nie ma również zwierząt, przy czym zakaz ich posiadania jest uregulowany prawnie. Wynika on z braku wód gruntowych – na Christiansø znajduje się tylko jeden niewielki staw zasilany deszczówką i kilka zbiorników magazynujących wodę z opadów w różnych punktach wysp. Z tego względu władze nie chciały dopuścić do zanieczyszczeniai tak skąpych zasobów wody zwierzęcymi odchodami. Dozwolone zwierzęta domowe to świnki morskie, chomiki i… rybki. Legalny jest także chów kaczek, kur i gęsi, pod warunkiem, że odbywa się w zamkniętych klatkach. Poza tym mieszkańcom i turystom muszą wystarczyć liczne ptasie kolonie, zamieszkujące sąsiadujące szkiery.

W letni słoneczny dzień na wyspach można spędzić miło czas od wschodu do zachodu słońca, chociaż nocleg tam wydaje mi się lekką ekstrawagancją.  Zimą, podczas gdy większość atrakcji jest nieczynna, 1,5 godz. to maksimum, potrzebne do spenetrowania okolicy i obejścia jej spokojnym krokiem. Warto zadbać o ciepłą i wodoodporną odzież. Szczególnie w okresie zimowym, wiatry nie oszczędzają tego miejsca, więc dobrze mieć w zanadrzu czapkę, szalik i rękawiczki. Nie warto natomiast zaprzątać sobie głowy parasolem – za sprawą morskich szkwałów deszcz zacina z ukosa, a czasem nawet poziomo, więc parasolka będzie tylko zbędnym balastem.

Aktualnie niewielka społeczność archipelagu szykuje się do Świąt Bożego Narodzenia. Na tablicy informacyjnej wyszczególniono rozpiskę kalendarza adwentowego, którego częścią są poszczególni mieszkańcy. Na dodatek na kei leżał ogromny świerk – zapewne lada dzień stanie w centralnej części Christiansø. Podobnie jak w innych miastach i miasteczkach Królestwa Danii, tu również na świątecznej choince 1 grudnia rozbłysną lampki, w duchu hygge sygnalizując skore nadejście Bożego Narodzenia.

 

Bibliografia

https://www.christiansoe.dk/ (27.11.2020)

https://xn--christiansskole-fub.dk/ (27.11.2020)

https://bornholm.info/christiansoe/ (27.11.2020)

https://bornholm-ok.pl/christianso.html (27.11.2020)

https://www.christiansoefarten.dk/176we.htm (27.11.2020)

 

One thought on “Christiansø – wschodnie rubieże królestwa

  1. Byłem w 2009 i chyba niewiele się tam zmieniło. Dla mnie miejsce nie do życia. Takie więzienie na morzu, ale z pewnością znajdą się amatorzy takiego odludzia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *